piątek, 12 stycznia 2018

Maybe someday // Colleen Hoover [Malwina]


Witajcie w Nowym Roku!
Dziś przychodzę do Was z recenzją pierwszej przeczytanej przeze mnie książki w 2018 roku.
Książka Maybe someday była moim pierwszym zetknięciem się z autorką jaką jest Collen Hoover i muszę powiedzieć, że udanym.



On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać.
Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. Wszystko to rozpada się na kawałki w ciągu kilku godzin.
Wkrótce tych dwoje odkryje, że razem mogą stworzyć coś wyjątkowego. Dowiedzą się także, jak łatwo złamać czyjeś serce…

„Maybe Someday” to opowieść o ludziach rozdartych między „może kiedyś” a „właśnie teraz”, o emocjach ukrytych między słowami i o muzyce, którą czuje się całym ciałem.

- opis książki pochodzi z lubimyczytac.pl




Właściwie nie wiem jak mam ubrać w słowa to co chcę przekazać. Powieść jest przede wszystkim o muzyce i miłości, ale porusza wiele innych kwestii, jak np. zdrada i przyjaźń.
Muszę przyznać, że zaczynając tę książkę, miałam bardzo duże wymagania wobec niej. W końcu wiele dobrego słyszałam o Colleen Hoover i wiele jej powieści chciałabym przeczytać. Trochę bałam się rozczarowania zaczynając książkę, ponieważ wydawała mi się nieco banalna, ale... im dalej tym lepiej.

Uwielbiam wątki miłosne w książkach, ale po te, w których miłość gra pierwsze skrzypce, raczej nie sięgam. Dlaczego? Ponieważ bardzo często wydają mi się nudne. W tym wypadku było inaczej; wkręciłam się w relacje pomiędzy bohaterami i pochłaniałam kolejne strony, żeby jak najszybciej dostać odpowiedź na najważniejsze pytanie: będą razem czy nie?!

Mimo, że przewidziałam zakończenie (jak to w romansach bywa), w historii wiele rzeczy mnie zaskoczyło. Niektóre momenty sprawiały, że musiałam odłożyć książkę, wziąć wdech i wydech, po czym wrócić do czytania. Przy niektórych scenach wzruszałam się, uśmiechałam do siebie lub marszczyłam brwi ze złości. Zdecydowanie pani Hoover potrafi świetnie opisywać uczucia bohaterów.

A propos bohaterów - są świetni. W szczególności dwójka głównych bohaterów oraz to jak ich relacja stale ewoluuje i zmienia się. Postać Warrena i jego głupie teksty również przypadły mi do gustu. Każdy bohater został z jakiegoś powodu umieszczony w tej historii i miał za zadanie jakąś rolę w niej odegrać. Brakowało mi trochę brata Ridge'a - Brennana, no ale nie będę narzekać, swoje pięć minut dostał. Zdarzały się momenty, w których nie rozumiałam zachowań bohaterów i mimo, że jako tako zostały ono wytłumaczone, raczej tego nie kupiłam.

Podobał mi się sposób przedstawienia przez autorkę pewnych chorób i niepełnosprawności. Nie chcę zdradzać niczego, więc powiem tylko tyle, że nie spodziewałam się tak dobrego opisu postrzegania świata przez osobę niepełnosprawną. Pod tym względem Maybe someday plasuje się na wysokie miejsce na podium, zaraz obok Pieśni Dawida, poruszającej problem utraty wzroku i autyzmu.

O stylu pisania pani Hoover powiem tylko tyle, że jest przyjemny i prosty, ale jednocześnie opisy są tak magiczne, niczym u Sarah J. Maas. Z tym, że ta druga autorka opisuje w ten sposób wykreowany przez siebie świat pełen magii, a Colleen Hoover szarą rzeczywistość i robi to w taki sposób, że porusza serca. Nie żartuję.





OCENA: ★★★★★★

Podsumowując: pierwsze zetknięcie z twórczością Colleen Hoover spodobało mi się. Jeśli wszystkie romanse by tak wyglądały, z pewnością bym po nie sięgała częściej.





czwartek, 4 stycznia 2018

Królestwo Kanciarzy // Leigh Bardugo [Oliwia]


Witajcie!
Po sześciu miesiącach od przeczytania tej książki jestem gotowa na przedstawienie mojej opinii o drugim tomie Szóstki Wron [ tutaj recenzja pierwszej części --> klik ].

UWAGA: W recenzji znajdują się spoilery dotyczące Szóstki Wron, dlatego jeśli jeszcze nie czytaliście a macie w planach to polecam zapoznać się najpierw z tamtą recenzją, a tu wrócić jak skończycie czytać książkę. Nie chciałabym zepsuć wam przyjemności czytanie pierwszego tomu! :)

~~~

"Kaz Brekker i jego ekipa dopiero co przeprowadzili skok przekraczający najśmielsze wyobrażenia. Zamiast jednak dzielić sowite zyski, muszą walczyć o życie. Zostali wystawieni do wiatru i poważnie osłabieni; dokucza im brak funduszy, sprzymierzeńców i nadziei.

Na ulicach miasta trwa wojna. Wzajemna lojalność w obrębie ekipy – i tak już krucha i wątpliwa – zostaje wystawiona na ciężką próbę. Kaz i jego ludzie muszą się postarać, żeby znaleźć się po stronie zwycięzców. Bez względu na koszty."

- lubimyczytać.pl



Po zakończeniu w Szóstce Wron od razu musiałam sięgnąć po Kanciarzy. Od samego początku przeczuwałam, że ta książka złamie mnie totalnie. Oczywiście nie myliłam się.
Jestem pełna podziwu dla autorki, która stworzyła coś niewyobrażanie genialnego. Wszystko w tej historii jest dopracowane i niesamowicie spójne.

Zacznę od Ketterdamu, czyli miasta w którym dzieje się cała akcja powieści. Po skończeniu pierwszego tomu miałam ogromną nadzieję, że w Kanciarzach będzie bardziej to miejsce rozwinięte, ponieważ chciałam je bardziej zrozumieć, poznać te najciemiejsze zakątki 'krainy' złodziei, szumowin i hazardzistów. Opis miejsca wyszedł Bardugo idealnie. Klimat jaki tam panuje jest wręcz namacalny i dzięki temu naprawdę wierzymy w Ketterdam.

Przejdę teraz do bohaterów, których w tej części jeszcze bardziej pokochałam. Kaz Brekker ma specjalne miejsce w moim sercu. Nie potrafię wyrazić słowami fenomenu i geniusza jego postaci. Historia Kaza, to jak się zachowywał i mówił pełniło spójną całość, co nadawało mu realizmu.
W Królestwie Kanciarzy wszystkie postacie niesamowicie się rozwinęły. Stosunki między nimi rozkładają na łopatki. Kibicowałam im wszystim, ale to Kaz i Inej najbardziej mnie zachwycili. Podczas czytania nie było chwili, żebym o nich nie myślała.
Nie da się przejść wokół naszej szóstki wron obojętnie. Po prostu fenomenalna kreacja bohaterów. Kolejna świetna robota, Bardugo!

Akcja ma takie same tempo na przestrzeni całej powieści, przez co czyta się to błyskawicznie. Czytelnik po prostu nie może się oderwać od lektury, bo boi się o bezpieczeństo postaci i co się może wydarzyć, a jednocześnie jest bardzo tego ciekawy. Niektóre zwroty akcji naprawdę przyprawiały o gęsią skórkę!

Literacka strona tej pozycji jest również fantastyczna. Muszę przyznać, że pokochałam ten styl pisania dopiero w tej części. Widać postęp autorki, co mnie bardzo cieszy.

Na sam koniec mogę tylko oznajmić, że nienawidzę Leigh Bardugo za to co ze mnie zostało, po przeczytaniu tej książki. Mimo wszystko to taka pozytywna nienawiść, tylko tam mogę to nazwać. Mogłabym napisać o tej pozycji referat na milion stron jaka to ona nie jest cudowna, ale nie będę Was zanudzać! Mam nadzieję, że wymieniłam te najważniejsze walory drugiego i już ostatniego tomu oraz że przekonałam Was do zapoznania się z Królestwem Kanciarzy, bo naprawdę warto. Jeśli szukasz dobrej fantastyki z świetnymi bohaterami i niesamowitym miejscem akcji to ta duologia jest dla Ciebie idealna.



Końcowa ocena: ★★★★★★★★★
Trzymajcie się i do napisania ♥

Autorka: Oliwia 
Data: 03.01.2018

środa, 20 grudnia 2017

Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno // Kirsty Moseley


Cześć!
Strasznie się cieszę, że znalazłam czas w okresie szaleństwa przedświątecznego, żeby napisać kilka słów o książce, którą jakiś czas temu przeczytałam.
Bardzo się na niej zawiodłam, ale przynajmniej będę mogła napisać w końcu coś złego o jakiejś książce, co mi się rzadko zdarza.
Tak czy siak zapraszam do czytania moich żali.
UWAGA: W recenzji mogą pojawić się drobne SPOILERY.

"Od zawsze unikam jakiegokolwiek fizycznego kontaktu. Dotykać może mnie tylko mama, mój brat Jake i… Liam. Od ośmiu lat co wieczór chłopak z domu naprzeciwko zakrada się przez okno do mojej sypialni i zasypiamy niewinnie przytuleni. Gdyby Jake wiedział, że Liam spędza u mnie każdą noc, chybaby go zabił. Liam to największe szkolne ciacho. Szaleją za nim wszystkie dziewczyny, a on zmienia je jak rękawiczki. Nie mogę go rozgryźć. W dzień zachowuje się jak megadupek, a w nocy jest ciepły i kochany. Wiem, że nie mogę się w nim zakochać – związki Liama nie trwają dłużej niż kilka nocy…"

- opis z lubimyczytac.pl

 





Okej, wiedziałam, że to młodzieżowy romans, który opiera się na schemacie związku "bad boy'a" z "szarą myszką". JEDNAK jestem zdania, że każdy schemat można opisać w sposób oryginalny, ciekawy, dlatego sięgnęłam po tę książkę. Zaciekawił mnie opis, ładna oprawa graficzna i przyrównywanie autorki do Colleen Hoover (niesłuszne!).

W dwóch słowach: Zawiodłam się.

I nawet nie wiem od czego powinnam zacząć. Może od fabuły, która faktycznie na początku miała potencjał, a później poziom tylko spadał i spadał... Powieść porusza temat molestowania seksualnego i przemocy w rodzinie co jest jak najbardziej na plus. Jednak problem wydaje się być spłycony do granic możliwości, jakby był jedynie postawą do stworzenia głównego bohatera męskiego (naszego bad boy'a), którego zadaniem jest bronienie damy w opresji.
Fabuła jest tak strasznie PRZEWIDYWALNA, że w połowie książki miałam ochotę nią rzucić (czego nie zrobiłam, wyłącznie z szacunku do literatury - jaka by nie była). Po pierwszych trzydziestu stronach czytelnik od razu wie, jak powieść się zakończy.

Przejdę teraz do bohaterów, którzy chyba sprawili mi największy problem podczas czytania. Są tak SZTUCZNI i NIEPRAWDZIWI w swoim zachowaniu, w tym co robią i mówią; że co chwilę pukałam się w głowę nad ich głupotą. Kreacja głównej męskiej postaci - Liama, jest po prostu okropna. Plastikowy chłoptaś, który z założenia ma być tym "złym, mrocznym, tajemniczym bad boy'em", a który w co drugim zdaniu używa słowa "Aniołku". Nie, to tak nie działa. Jeśli już tworzymy bohatera, który ma być tym wrednym buntownikiem z problemami, to niech taki będzie, zamiast tworzyć postać kompletnie odrealnioną od rzeczywistości. Nie kupiłam historyjki o rzekomym "zakochaniu od pierwszego wejrzenia", cała historia tej miłości jest po prostu absurdalna i śmieszna.

O bracie głównej bohaterki (Amber) - Jake'u, wydaje się, że wiemy tylko dwie rzeczy: to, że ZAWSZE jest gotów bronić swojej ukochanej siostry oraz, że lubi się powtarzać. Nie mam pojęcia ile razy wściekłym tonem oskarżał swoją siostrę i Liama o bycie razem (co mu bardzo nie pasowało), co mnie tak strasznie irytowało, że ohhh... Po prostu nie mogę. Jake był irytujący do bólu, tak samo Liam z tym swoim "aniołkiem" i główną bohaterką, do której zaraz przejdę. Co było dla mnie zaskoczeniem (żartuję - ta historia stała się mi tak obojętna już w jej połowie, że nie wywołało to żadnych emocji) to fakt, że, gdy Jake dowiedział się o związku Amber z Liamem, jakoś mało się denerwował. Szczerze, był dziwnie obojętny, co było strasznie absurdalne, patrząc na to, jak wcześniej reagował.

Czas na główne danie - kreację głównej bohaterki o, jakże oryginalnym (jak wszystkie postaci w tej książce) imieniu - Amber. Nie wiem od czego mam zacząć. Dziewczyna została wykreowana jako bojąca się dotyku ludzi oraz nawiązywania bliższych relacji z mężczyznami. I miało to sens, biorąc pod uwagę to czego doświadczyła w dzieciństwie, więc liczyłam na powoli rozwijające się uczucie między nią, a Liamem. Chyba zbyt wiele wymagałam. Bohaterka po trzech dniach związku już nie ma oporu z całowaniem się czy dotykaniem z facetem. Na początku oczywiście miała MALUTKIE opory (hehe), ale po tygodniu decyduje się zdobyć tabletki antykoncepcyjne. Czuć ten absurd? Dziewczyna, która przeżywa traumę z dzieciństwa, miewa z tego powodu koszmary, a każdy dotyk sprawia jej dyskomfort - po tygodniu chce uprawiać seks. Ubawiłam się podczas czytania jak nigdy. Dosłownie z dnia na dzień staje się bad girl, seksbombą, czy jak to nazwać. Nagle nie ma oporów przed całowaniem się na środku korytarza albo flirtowaniem z kim popadnie.

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie.


Jedyny plus jaki znalazłam w tej książce to ile razy wywołała uśmiech na mojej twarzy. Co z tego, że był to raczej uśmiech zażenowania. Aha, no i szybko się czytało.






★☆☆☆☆☆☆☆☆☆

Niestety jestem na nie. Jednak pisanie tej recenzji sprawiło mi nie lada przyjemność, gdyż mogłam się trochę wyżyć, haha.

Do następnego postu! Wesołych Świąt!











wtorek, 19 grudnia 2017

Trzy godziny ciszy // Patrycja Gryciuk


Witajcie! ✨
Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moją opinią na temat książki autorstwa Patrycji Gryciuk. Zapraszam do czytania.

~~~

"Pisałam do niego listy. Dużo listów. Na początku mi odpisywał, potem coraz rzadziej. Aż do momentu, kiedy przesłał mi czystą białą kartkę ze swoim imieniem w prawym dolnym rogu. Pustka na tym papierze przerażała swoją bladością. Do dzisiaj widok białej kartki wywołuje we mnie strach i nie chodzi o brak pomysłu na nowe książki….

(fragment powieści)



Przez trzy godziny ciszy można wyjaśnić sobie tyle, co przez tygodnie rozmów, a wysyłając pusty list, wyrazić więcej niż za pomocą tysięcy słów.

Kiedy Patrycja dowiaduje się, że jest śmiertelnie chora, postanawia rzucić wszystko i wrócić do Gourdon – małej miejscowości na południu Francji, gdzie w dzieciństwie jeździła na wakacje. Jednocześnie próbuje sprowadzić tam Marnixa, miłość jej życia, z którym nie miała kontaktu od dziewięciu lat. Jednak czy powrót do przeszłości, w przeddzień żegnania się ze światem, to aby na pewno dobry pomysł?

Hipnotyzująca opowieść, w której tajemnice z młodości nie pozwalają o sobie zapomnieć. Bolesne wspomnienia mieszają się z teraźniejszością, a sny wydają się prawdziwsze od rzeczywistości. Patrycja Gryciuk zabierając nas na malownicze Lazurowe Wybrzeże, w pięknym stylu snuje opowieść pełną namiętności, mroku i szaleństwa."

- lubimyczytać.pl 



To, ile ta książka wzbudziła we mnie emocji jest aż niemożliwe! Zaczynając czytać nie miałam pojęcia, że nie oderwę się od tej pozycji dopóki jej nie skończę. Nie wiem co dokładnie to spowodowało, ale bardzo zaangażowałam się w tę historię i przeżywałam, jakbym to ja była jej bohaterką.

Czym Trzy godziny ciszy skradło moje serce?

Jednym z czynników była zapewne Francja. Obłędne opisy i ogromne znaczenie tych miejsc dla głównej postaci sprawiły, że naprawdę uwierzyłam w tą historię. Po paru rozdziałach nawet współodczuwałam emocje towarzyszące Patrycji względem tego kraju. Coś niewyobrażalnie pięknego.

Autorka zachwyciła mnie stylem pisania. Bogactwo językowe zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Raczej rzadko mam tak, że zakochuję się w danej powieści już po przeczytaniu paru rozdziałów. Nawet nie umiem tego odpowiednio ubrać w słowa.

Ciekawe były też dwa czasy, jakie zostały w tej powieści przedstawione. Z jednej strony mamy teraźniejszość w której bohaterka przybywa do Francji, a z drugiej wspomnienia nawiedzające ją podczas pobytu tam. 

Patrycja jest jedną z ciekawszych postaci z jakimi miałam styczność. Jest taka prawdziwa w tym co robi, że ma się wrażenie jakby oglądało się film. W mojej głowie samoczynnie kreowały się obrazy tego co bohaterka robi i jak wygląda. Portrety psychologiczne i tło historyczne innych postaci również były bardzo dopracowane i wiarygodne.

Ta historia zniszczyła mnie emocjonalnie. Nie żartuję! Podczas czytania nie miałam nawet czasu zaczerpnąć oddechu. Po lekturze tego dzieła siedziałam w moim pokoju przez trzy godziny w ciszy. Dosłownie.

Cały czas zadaję sobie jedno pytanie... Dlaczego tak mało mówi się o Trzech godzinach ciszy? Jest to jedna z lepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku i mam zamiar dzielić się emocjami związanymi z nią z każdym! Już teraz książka powędrowała w rodzinny obieg. Aktualnie czyta ją moja ciocia, co mnie niezmiernie cieszy.

Ja idę dalej ryczeć a Wam serdecznie polecam.




Końcowa ocena: ★★★★★★★★★

Trzymajcie się i do napisania ♥








Autorka: Oliwia 
Data: 19.12.2017
 

piątek, 18 sierpnia 2017

Szóstka Wron // Leigh Bardugo

Hej!
Kilka tygodni temu skończyłam czytać Szóstkę Wron i dopiero teraz jestem w stanie napisać o tej książce recenzję. Zebrałam swoje myśli i jestem gotowa podzielić się z wami moją opinią.

~~~

"Sześcioro niebezpiecznych wyrzutków.
Jeden niewykonalny skok.

Przestępczy geniusz Kaz Brekker otrzymuje ofertę wzbogacenia się ponad wszelkie wyobrażenie – wystarczy w tym celu wykonać zadanie, która z pozoru wydaje się niewykonalne:

– włamać się do niesławnego Lodowego Dworu (niezdobytej wojskowej twierdzy)
– uwolnić zakładnika (a ten może rozpętać magiczne piekło, które pochłonie cały świat)
– przeżyć dostatecznie długo, żeby odebrać nagrodę (i ją wydać)

Kaz potrzebuje ludzi wystarczająco zdesperowanych, żeby wraz z nim podjęli się tej samobójczej misji, oraz dostatecznie niebezpiecznych, żeby ją wypełnili. Wie, gdzie ich szukać. Szóstka najbardziej niebezpiecznych wyrzutków w mieście – razem mogą być nie do zatrzymania. O ile wcześniej nie pozabijają się nawzajem."
- lubimyczytać.pl


Kupiłam tą książkę zupełnie przypadkowo, będąc na wakacjach. Akurat była na nią promocja w empiku. Wcześniej nie miałam w ogóle ochoty jej kupować ze względu na opinie jakie o niej usłyszałam od pewnych osób. Natomiast nie żałuję, że udało mi się ją pozyskać.

Od samego początku byłam ciekawa tej historii. Zaczynając ją czytać nie bardzo miałam pojęcie w jakim klimacie jest ta książka utrzymana, gdyż przed lekturą Szóstki Wron nie sięgnęłam po trylogię Grisza. Pozytywnie się zaskoczyłam. Ketterdam - nie mam słów, aby opisać to miasto. Uwielbiam to w jaki sposób autorka je opisała i trochę żałuję, że nie było go więcej w tym tomie, aczkolwiek już z góry wiemy, że fabuła Szóstki Wron głównie opiera się na niemożliwym skoku, który miał miejsce w Fjerdzie. Na szczęście w drugim tomie ( swoją drogą, który już zaczęłam czytać ) główna akcja dzieje się właśnie w Ketterdamie.
Powieść jest świetnie zbudowana. Sytuacje polityczne państw są dobrze nakreślone, przez co świat wykreowany przez autorkę wydaje się jeszcze bardzie intrygujący.

Dużą kontrowersję wzbudza Kaz Brekker, czyli jeden z głównych bohaterów. Jedni mówią, że są w nim zakochani, a inni, że ich irytuję bądź, że w ogóle ta postać nie ma racji zachowywać się w ten sposób przy braku zarysu tła historycznego. W pierwszych rozdziałach muszę przyznać, że miałam problem z tym bohaterem, ponieważ Kaz był dla mnie mało realną postacią czy osobowością. Ale z czasem, kiedy to autorka w dalszych rozdziałach dobrze zarysowuje jego portret psychologiczny oraz dlaczego zachowuje się w taki, a nie inny sposób, muszę przyznać, że przepadłam. Wiem czemu inni czytelnicy mogą go nie lubić i szanuję tą opinię. Ja osobiście sądzę, że Kaz jest naprawdę bardzo ciekawym bohaterem, wartym uwagi. Kocham jego geniusz i tyle. Bardziej wkurzało mnie to, że każdy z głównych postaci ma o nim podobne zdanie.

Co do innych postaci... Ogromnym plusem jest to, że każdy z tytułowej Szóstki Wron jest zupełnie inny. Uważam, że Leigh Bardugo idealnie poradziła sobie z kreacją postaci. Dzięki temu, że bohaterowie pochodzą z różnych państw mamy okazję lepiej poznać ich kulturę, co jest kolejnym argumentem wspierającym stwierdzenie jak wspaniały dobrze skonstruowany jest ten świat. Wyjątkową sympatią pałam do Inej, Jespera i Kaza, co nie oznacza, że za resztą nie przepadam. Fascynujące jest to tak naprawdę, że kocham te postacie, mimo to, że są kłamcami, oszustami, zabójcami, złodziejami itd.

 Styl pisania Bardugo jest przystępny. Chodzi mi o to, że łatwo i szybko się to czyta, ale jest spokojny, co może nie przypaść do gustu osobom, które spodziewają się nie wiadomo czego.

Niekiedy jednak denerwowały mnie te przerywniki w postaci wracania do przeszłości bohaterów. Mam problem z tą częścią książki, ponieważ z jednej strony jestem ciekawa historii jaka wiąże się z tymi postaciami, ale momentami było to po prostu nudne. Wydaje mi się, że autorka mogła to lepiej rozegrać.

Akcja w Szóste Wron ma takie tempo, że czytając nie możemy się oderwać. Tam cały czas się coś dzieje. Napięcie działa na emocje podczas czytania niewiarygodnie. Książka jest niesamowicie wciągająca. Do tego klimat jest po prostu cudowny. Podczas czytania słuchałam soundtracka z Wiedźmina 3, który idealnie się do tego sprawdził i wzmocnił nastrój.

Mam wrażenie, że ta recenzja była chaotyczna, ale nie potrafię wypowiedzieć się o tej książce w inny sposób. Na szczęście kupiłam Królestwo Kanciarzy i jestem w połowie. Jeśli będę w stanie napisać o tej książce cokolwiek sensownego (czuję, że będę przez nią wyć) to pojawi się recenzja. Tymczasem ja wam dziękuję za przeczytanie i serdecznie polecam zapoznać się z Szóstką Wron, a jeśli już czytaliście to chętnie poznam wasze zdanie w komentarzu.


Końcowa ocena: ★★★★★★★★★

Trzymajcie się i do napisania ♥



Autorka: Oliwia 
Data: 18.08.2017

poniedziałek, 24 lipca 2017

Sarah J. Maas / #poznajautora


Hej!
Dzisiaj przygotowałam post tematyczny, w którym skupię się na książkach jednego autora.
Na pierwszy ogień - Sarah J. Maas, autorka bestsellerowych serii "Dwór cierni i róż" oraz "Szklany tron".
W tej notce ocenię obydwa pierwsze tomy serii i porównam ich zalety i wady.



Co charakteryzuje powieści tej autorki?
Przede wszystkim bogate w szczegóły opisy, które nie nudzą, a ciekawią. Ja nie jestem fanką opisów, mając w pamięci "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza, gdzie opisy były rozwleczone na kilka stron. Jednak Sarah w magiczny sposób opisuje świat i bohaterów, wręcz chce się je pochłaniać.

Dobrze kreuje bohaterów, są ciekawi, różni, ale i posiadają wady.
Główna bohaterka Szklanego tronu była momentami bardzo irytująca, ale taka miała być! Taką ją stworzyła autorka, jej pyskowanie i cięty język wyróżniają ją spośród przeciętnych bohaterek książek. Z kolei Rhysand z Dworu cierni i róż dosłownie skradł moje serce! Tajemniczy, nieco mroczny przeplata się przez historię głównych bohaterów i miesza. Lubię takie postaci, niebanalne, oryginalne.

 

SZKLANY TRON

OPIS: 
 Celaena Sardothien odbywała ciężką karę za swoje przewinienia wystarczająco długo, by przyjąć propozycję, z której nie skorzystałby nawet szaleniec: jej dożywotnia niewolnicza praca w kopalni soli nie musi kończyć się dopiero z dniem jej śmierci, jeśli tylko dziewczyna zdecyduje się wziąć udział w turnieju o miano królewskiego zabójcy. To będzie walka na śmierć i życie, ale Celaenie nieobce są tajniki fachu zawodowego mordercy. Jeśli się jej powiedzie, po kilkuletniej służbie na królewskim dworze odzyska wolność. Jeśli nie – zginie z rąk któregoś z przeciwników: złodziei, zabójców i wojowników, najlepszych w całym królestwie. Szanse na pomyślne przejście wszystkich etapów turnieju są niewielkie, ale Celaena nie ma nic do stracenia.

Pod okiem wymagającego dowódcy straży rozpoczyna przygotowania do starcia z najgroźniejszymi osobnikami królestwa. Wkrótce jednak pojawiają się komplikacje: ginie jeden z uczestników turnieju, a niedługo potem podobny los spotyka innego rywala młodej zabójczyni.

Czy Celaena zdoła dowiedzieć się, kto stoi za tajemniczymi zabójstwami? Czasu jest coraz mniej, a dziewczyna musi mieć się na baczności – zabójca może obrać za kolejny cel właśnie ją. Śledztwo doprowadzi do odkryć, których nigdy by się ni niespodziewała.

- z lubimyczytac.pl
 

Zalety:
  • Postać Doriana (uwielbiam go!)
  • Oryginalny pomysł na historię
  • Wartka akcja
Wady: 
  • Bohaterka momentami (bardzo) irytuje
  • Przewidywalne zakończenie 
  • Prostolinijna fabuła


DWÓR CIERNI I RÓŻ 

OPIS:
 Dziewiętnastoletnia Feyre jest łowczynią – musi polować, by wykarmić i utrzymać rodzinę. Podczas srogiej zimy zapuszcza się w poszukiwaniu zwierzyny coraz dalej, w pobliże muru, który oddziela ludzkie ziemie od Prythian – krainy zamieszkanej przez czarodziejskie istoty. To rasa obdarzonych magią i śmiertelnie niebezpiecznych stworzeń, która przed wiekami panowała nad światem.
Kiedy podczas polowania Feyre zabija ogromnego wilka, nie wie, że tak naprawdę strzela do faerie. Wkrótce w drzwiach jej chaty staje pochodzący z Wysokiego Rodu Tamlin, w postaci złowrogiej bestii, żądając zadośćuczynienia za ten czyn. Feyre musi wybrać – albo zginie w nierównej walce, albo uda się razem z Tamlinem do Prythian i spędzi tam resztę swoich dni.
Pozornie dzieli ich wszystko – wiek, pochodzenie, ale przede wszystkim nienawiść, która przez wieki narosła między ich rasami. Jednak tak naprawdę są do siebie podobni o wiele bardziej, niż im się wydaje. Czy Feyre będzie w stanie pokonać swój strach i uprzedzenia?
Pełna namiętności i pasji, romantyczna, brutalna i okrutna. Jedno jest pewne: Dwór cierni i róż to z pewnością nie cukierkowa baśń w stylu Disneya… 

- z lubimyczytac.pl


ZALETY:
  • Dobrze wykreowana główna bohaterka
  • Wykorzystanie historii o Pięknej i Bestii oraz mitu o Persefonie 
 WADY:
  •  Dość przewidywalne zakończenie
  •  Momentami opisy lekko mnie męczyły

 
Więc, którą polecam bardziej?
 To zależy czego oczekujecie od książki. W DCIR znajdziecie romans, magię i wyjątkowy klimat, natomiast w ST walki i wartką akcję. Co łączy te książki, to na pewno dobrze wykreowane światy pełne magii i królestw.
Mi bardziej do gustu przypadł Dwór, jednak obydwie serie pokochałam i zamierzam skompletować je na mojej półce ♥

 


A Wy czytaliście którąś z pozycji Sarah J. Maas? Lubicie jej styl pisania?
Dajcie znać w komentarzu, co sądzicie o książkach.
Do następnego!


 
 

sobota, 22 lipca 2017

Jak zwalczyć kaca książkowego?



Hej!
Dawno mnie tu nie było.
Kompletnie pochłonęły mnie seriale i wyjazdy co sprawiło, że miałam mniej czasu na czytanie i blogowanie.
Dziś coś innego, post o tematyce około książkowej.
Post dla prawdziwych książkoholików, mianowicie: Jak pozbyć się książkowego kaca?


Na pewno każdy z Was doświadczył czegoś takiego.
Macie ochotę czytać, chcecie, ale... nie możecie. Ciągle coś przeszkadza, odrywacie się od książki i nie możecie ponownie zmusić do jej czytania.
Mnie takie uczucie złapało na początku tych wakacji i muszę się przyznać, że od czerwca nie skończyłam żadnej książki.
Czytam opowiadania na wattpadzie, oglądam seriale i... jakoś nie mogę się zmusić do czytania.

Jak to zwalczyć?


 

  •  ZMUŚ SIĘ 
     Najprostszym sposobem jest po prostu zrelaksowanie się, rozłożenie wygodne na kanapie i zmuszenie się. Trzeba to przeboleć i zwalczyć początkową niechęć.

  • POCZEKAJ
     Po prostu daj sobie spokój na jakiś czas z czytaniem. Nic na siłę. Znajdź fajne filmy lub seriale i odpocznij od książek. Niedługo znów poczujesz na nie apetyt;)

  • ZNAJDŹ IDEALNĄ KSIĄŻKĘ
   Znajdź taką lekturę, która z pewnością cię wciągnie. Coś z twojego ulubionego gatunku lub autora. Książka powinna cię porwać, a nie przestaniesz jej czytać, dopóki nie skończysz. I kac zwalczony!

    
 A Wy macie jakieś niekonwencjonalne sposoby na walkę z kacem książkowym?
Dajcie mi o nich znać w komentarzu!
Mam nadzieję, że post Wam się spodobał.
Przy okazji zapraszam na mojego nowego bookstagrama: *klik*
Do następnego postu!